BYŁY sobie kupy

Rok temu przedstawiłam Wam dwie tragiczne i jakże fikcyjne bohaterki – Dodo i Momo, które oddają się przedziwnym rozmowom [kliknij i poczytaj o „Bluzach jej byłych”]. Miała miejsce kolejna dyskusja, równie płomienna i równie fikcyjna, tym razem o doświadczeniach z wejściem w kupę. Słowo kupa (w oryginalnej rozmowie, która nigdy nie miałą miejsca – gówno) będzie przewijać się przez wpis w ogromnej mnogości. Wrażliwych czytelników uprasza się o zaprzestanie czytania. Pozostali z łatwością zamienią sobie to słowo na zupełnie inne.

Zaczęło się niewinnie, nadrabiały plotki, głaskały koty i piły przeterminowane piwo, kiedy jedna z nich zaczęła gówniany nieco wątek.

– „Bo widzisz, Momo. Zaczynam już trochę rozumieć Twoje irracjonalne zachowanie. Wchodzisz cały czas na nowo w dokładnie tą samą kupę, bo doskonale wiesz w którym miejscu leży i z jakim mlaśnięciem wyciągasz nogę. Wchodzisz w nią bo to znajoma kupa, swojska i jakkolwiek niefajna, lepsza od żadnej. Uwierz mi jednak, że stać Cię na wejście w lepszą. Czas najwyższy.” – Momo i Dodo zaczęły chichotać nad wspaniałym – zgodzicie się oczywiście że odczucie mocno subiektywne – ich zdaniem porównaniem.

poop

– „Masz rację Dodo, ale przyznaj że sama nerwowo reagujesz na każdą świeżą kupę. Zwłaszcza po ostatniej, po której nadal nie można zeskrobać Cię z chodnika, tak upadłaś. Paranoicznie spoglądasz teraz pod nogi. Dziwisz się więc że cenię komfort znajomej choć paskudnej? Bezpieczniej w ten sposób. Kto wie jak skończyłoby się wdepnięcie w nową. Może być jeszcze gorsza! Wyglądać niewinnie a później, gdy poślizgniesz się na niej i boleśnie stłuczesz tyłek przy upadku, złowieszczo spoglądać spode łba i prześladować w koszmarach”.
– „Rzeczywiście kupa… Tak sobie myślę, jakkolwiek to zabrzmi, że rzeczywiście po traumie wolałabym teraz chyba wdepnąć w jakąś starą, trochę zaschniętą i kojącą. Z perspektywy czasu poprzednie w taką wdepnięcie wspominam z łezką w oku. Znam tą kupę, ta kupa też mnie zna, nadal widać w niej odcisk mego buta. W sumie nawet mi jej brak” – Dodo westchnęła i spojrzała na Momo, która zamyślona pokiwała głową.

Trzy dni później Momo może i za radą Dodo zapomniała o zaschniętych odchodach i wyruszyła śmiało na spotkanie nowych niespodzianek. Dodo przez rozmowę przypomniawszy sobie z sentymentem jedynie stare wdepnięcia, tak jak obawiała się tego Momo postanowiła nadal ostrożnie stawiać stopy. 

CD pewnie Nastąpi

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zrzut ekranu 2014-11-30 o 12.09.01
I kocham to miasto

Zamknij