Jak zostałam jaskiniowcem

Wbrew pozorom nie będzie o tym, jak zły wpływ mają na mnie koledzy z pracy o manierach potłuczonego brontozaura a o nowej diecie, tfu! FILOZOFII ŻYWIENIOWEJ, która w ostatnim miesiącu uratowała me osłabione jesiennie dupsko i nerwy.

121H (1)

Październik – piździernik, listopad – smutopad, stresy, podjadanie w zimne wieczory, obszerne swetry, fałdki na brzuchu mnożące się przez pączkowanie. A tu nagle BANG! Zostały tylko dwa tygodnie do przeogromnej, organizowanej przez nasze najmniejsze w całej galaktyce korpo imprezy branżowej, która miała zamieść pod dywan rozdanie Oscarów. Oblał mnie pot zimny, gdyż-ponieważ gdzie dzikie tłumy tam lepiej żeby mnie nie było. Być musiałam i to nie tak w kącie, by oddychać refleksyjnie w papierową torbę, a być na świeczniku, prowadzić szalenie błyskotliwe i do łez przezabawne konwersacje, ogarniać wszystko i wszystkich. I… wyglądać. Spięłam poślady i wpisałam w wujka googla „dziwne diety” (stwierdziłam bowiem że skoro muszę się już jakąś pokatować, niech chociaż będzie śmiesznie). I tak moi mili trafiłam na dietę Paleo, zwaną również dietą jaskiniowców. Tak, pośmiejcie się, mając przed oczami wizję biednej mnie, odzianej w bikini z wombata, żującej w kącie jaskini kawał surowego udźca. A teraz STOP! Hammer time!

Jem jak jaskiniowiec – co to oznacza?

Jesz po prostu prosto, najprościej jak się da. Jesz składniki (nie produkty), takie jakie mógł jeść twój ziombel w lamparcich kalesonach sprzed pierdyliarda lat. Mięsko, dużo mięska – zwierzęcego i rybiego. Jesz masę zieleniny, owoców, warzyw. Wpierdzielasz garściami orzechy! Unikasz za to wszystkiego przetworzonego, bo kolesie z jaskini tego nie umieli: min.: czipsów nie umieli, sosów, makaronów, pieczywa, serów też nie umieli. Ziemniaczkom mówisz też papa, bo nie sadzili, mamuty by im ryły w polu, mleko żegnasz bo krowy w tamtych czasach nie dawały się ludziom za wymiona ciągać. Unikasz również strączkowych, wzdymających warzyw, bo jak powszechnie wiadomo, jaskiniowiec nie mógł sobie pozwolić na to by głośny pierd przepłoszył mu zwierzynę w samym środku polowania z maczugą. Jeżeli bełkocę, przepraszam i wklejam przecudnej urody obrazek z internetu:

Whats-the-Paleo-Diet-3

Przyznaję się bez bicia – poranki mam grzeszne i robię sobie małą kawkę z kapką mleka i cukrem, ale usprawiedliwiam to tym, że jaskiniowcy, gdyby musieli być rano w pracy i ogarniać maile, też by szybko wynaleźli i pili. Czasem też jem słodkie owoce i myślę że jest to ok. By urozmaicić sobie dietę robię sobie czasem dzień tropikalnego jaskiniowca i pochłaniam ananasy, banany i kiwi, czasem dzień azjatyckiego jaskiniowca i tak jak dziś wciągam sałatkę z kalmarów, ośmiorniczek i małży (małżów? małżątek!) a czasem dzień hardego łososiożernego jaskiniowca spod bieguna niemal. Tak jak wspominałam we wcześniejszych żarciowych wpisach, które polecę na koniec (i nadal uważam że są spoko) – najważniejsze jest by nie dać się zwariować, nie dać się nudzie żywieniowej i stać się oszalałym radykałem, który podczas wigilii będzie szlochał ale pieroga nie tknie.

Co dała mi jaskiniowa dieta?

Wracamy do wspomnianej przeze mnie mrożącej krew w żyłach każdego panikarza imprezy na zylion osób. Dwa tygodnie na Paleo nie uczyniło mnie odwrotnością sióstr Grycanek, ale z małą pomocą ściągających rajtów, prezentowałam się całkiem ok. Uwagę odwróciła lśniąca jak z reklamy szamponu grzywa i promienna jak nigdy cera. Zęby ostre jak u dzikiego człowieka, lśniły w uśmiechu od ucha do ucha. Ale to wszystko mały pikuś, moi mili. To, co najfajniejsze, zadziało się w środku mojej czaszki. Okazało się bowiem iż najlepszym paliwem dla mózgu są kluczowe w/g mnie składniki tej diety – tłuściutkie rybki oceaniczne i orzechy. Byłam posądzona o nowe leki od terapeuty, zarzucano mi przedawkowanie amfetaminy a nikt się nie domyślił, że byłam bezstresowym, bezpanikowym, megaogarniającym, błyskotliwym gospodarzem imprezy dzięki byciu jaskiniowcem! Nowy stan spodobał się mi na tyle, iż postanowiłam trwać w prehistorycznym błogostanie (z małą wigilijną pauzą na barszcze z uszkami, pierogi z kapusta i grzybami w rozsądnych ilościach) najdłużej jak się da. Więcej – będę gorąco do Paleo zachęcała.

Plusy

  • Lepsze funkcjonowanie mózgu
  • Obniżenie stresu
  • Wzrost energii, libido i humoru
  • Uczucie lekkości
  • Dobre trawienie
  • Poprawa kondycji cery i włosów
  • Poprawa sylwetki
  • Zajebista nazwa :D

Minusy

  • Niestety jest dość droga
  • Trzeba pogłówkować by nie była monotonna
  • Kiepska dostępność dobrych jakościowo składników

213H

Na koniec, zgodnie z obietnicą inne wpisy z cyklu jak jeść i zadbać o pośladki i motywację, smacznego:

– Jaskiniowe lowe, Dominika Dzika

Przeczytaj poprzedni wpis:
plumbing-840835_1280
Zrób sobie dobrze sam!

Zamknij