Miliony podglądają pierwszy pocałunek

EDIT: Filmik okazał się częścią kampanii reklamowej ciuchowej marki :)

Albo już widziałeś albo zaraz zobaczysz. W sieci ukazał się dwa dni temu – filmik „First Kiss”. Na youtubie zdążyło mu pyknąć już ponad 27 mln odsłon, doczekał się niezliczonych komentarzy,  wielu publikacji, zrodził kilka spiskowych teorii. Wszystko zaczęło się od Tatiany Pilievej, artystki, która w ramach ciekawego eksperymentu, postanowiła poprosić dwadzieścia, całkowicie obcych sobie wzajemnie osób o dobranie się w pary i… pocałowanie się przed kamerą. W tle przezajebista muzyka i ONI. Różne pary stojących naprzeciw siebie ludzi. Zestresowanych, zażenowanych, rozśmieszonych, podekscytowanych, ładnych i brzydkich, starych i młodych. Gotowych by przed kamerą połączyć się w pocałunku z kimś, z kim nie łączy ich totalnie nic, prócz chęci przygody. Gdzieś tam brzęczy Ci cichutko głosik „na pewno aktorzy, na pewno ustawione”, ale patrzysz. Sam skrępowany i podniecony, trochę jak podglądacz. Łapiesz się na uśmiechu, który trudno powstrzymać. Zastanawiasz się czy sam byś się na to zdobył, przypominasz sobie własne pierwsze pocałunki.

Zrzut ekranu 2014-03-12 o 20_Fotor

Bum – masz odpowiedź na fenomen produkcji. Fejk czy autentyczny eksperyment, działa na Ciebie zupełnie inaczej niż spektakularne całowanie na hollywoodzkim ekranie. Bo widzisz wśród tych osób siebie. Przeżywającego te wszystkie pomieszane ze sobą emocje pierwszego całowania. I nie porusza Cię tak bardzo sam obraz czy muzyka (no ok muzyka robi szał), większe zamieszanie robisz sobie sam. Jest milion dwieście opracowań wywyższających pocałunek nad niebiosa a i nad seks sam nawet. Z kilkoma jestem w stanie (nie do końca, ale…) się zgodzić. Nie pamiętam dokładnie każdego pierwszego razu (i bynajmniej nie z powodu ich mnogości), pamiętam za to z najdrobniejszymi szczegółami wszystkie pierwsze pocałunki. Bo o ile pierwszy raz w pościeli definiuje w dużej mierze to, czy związek będzie udany, o tyle bez udanego prowadzącego do pościeli pierwszego zetknięcia się twarzami nie ma raczej żadnego sensownego ciągu dalszego. Dlatego wspomnienie pierwszego zostaje i przypomina czemu z kimś zdecydowaliśmy się związać. Bo pierwszy był taki, że na pewno nie ostatni.

Dla mnie może się okazać nawet iż osoby na filmiku są małżeństwami z wieloletnim stażem, rodzeństwem czy (tfu!!) weganami. Cudownie się na nich patrzy. A że wiosna za oknem, aż chce się samemu ponownie sprawdzić jak bardzo kolana osłabia i głowę pustoszy ta najprostsza, najfajniejsza i w dodatku całkiem darmowa przyjemność (w przeciwieństwie do czekolady nie odkładająca się w tyłku)

Przeczytaj poprzedni wpis:
CIMG1065_Fotor
Za co kocham Francuzów

Zamknij