Papierowe lowe

Kiedy ostatni raz napisaliście list na kartce papieru? Taki długi, z rozmazanym ręką tuszem, z osobistym podpisem, zaklejony w poślinionej kopercie? No właśnie, ja też sto lat temu. Nie zmieniło się to, że nie musimy już pisać z kolonii do rodziców, bo kasa się skończyła i że kochamy, tęsknimy i żeby przysłali choć 20 zł „na gofry”. Czasy się zmieniły. Nawet dzieciaki teraz w razie potrzeby piszą smsa z prośbą o przelew a o tęsknocie za wi-fi opowiadają starym też telefonicznie.

Coraz mniej otacza nas szeleszczącego papieru, został skutecznie i bezwzględnie wyparty przez karty, maile, czytniki książek i ekrany komputerów. I o ile jestem jak najbardziej za tym, by gotówki przy sobie nie nosić (bo szybko ucieka, przedziwne!) i wolę nie drukować bez potrzeby by lasy oszczędzać, pewne rzeczy zawsze pozostaną lepsze w tej nietrwałej, ulotnej papierowej postaci i koniec

zz1

1. Zdjęcia

Nigdy nie zaufam do końca technologii, zdjęcia na dysku są, jeden psikus i się potrafią zdematerializować. Ostatnio stanęło mi serducho na dobre kilkanaście minut, kiedy to po aktualizacji oprogramowania na telefonie wyskoczył komunikat o wyczyszczeniu danych. Okazało się iż alarm fałszywym był i nic mi nie poznikało, ale była chwila straszliwej grozy, że 3000 zdjęć poszło się… w zapomnienie. Cieszy mnie zatem strasznie wielki powrót polaroidów. Jeden zawsze mam przy sobie i o ile go nie zgubię, nadal będzie cieszył bardziej niż foty na kompie przez długie lata. Postanowiłam również, że sukcesywnie instagramowe „dzieła” będę drukować w formie plakatów (jak jeszcze nie znacie, nadróbcie koniecznie – www.instadruk.pl). Mam nadzieję że kiedyś będę miała podobną ilość albumów ze zdjęciami jak moja mama czy dziadkowie. Takich w twardej oprawie a nie na twardym dysku. Do pooglądania podczas każdego świętowania.

2. Bilety

Może to zbieractwo, może to sentyment, zachowałam sobie wszystkie bilety lotnicze. Z datami i destynacjami. Papierowy Tripadvisor. Jak w końcu ogarnę albumy ze zdjęciami – będą miłym dodatkiem. Mam też kilka starych biletów do kina, na seanse które zapamiętałam nie tylko ze względu na film (if you know what I mean), kilka biletów kolejowych a nawet bilety – opłaty parasoli & leżaków z Hiszpanii. Jedna z mniej sentymentalnych kobiet jakie w życiu poznałam, pokazała mi kiedyś uroczyście bilet na starą hardcorową hiphopową imprezę mówiąc – „pamiątka z pierwszej randki z mężem”, tak więc nie sądzę bym tylko ja tak z biletami miała :)

zz2

3. Książki

Czytałam na Kindlu, czytałam na padzie i na komputerze. Nie spodobało mi się. Książkom w tej formie zbrakło z pół duszy. Tej połówki zawierającej zapach papieru, szelest kartek, ślinienia palucha od czasu do czasu stronę przerzucając. Kindla nie można założyć zakładką i nie cieszy oka na półce. I choć wzmacniają te czarodziejskie urządzenia do czytania coraz silniejszymi bateriami, nadal dla mnie bezkonkurencyjna pozostaje opcja niepotrzebująca baterii. Idealna do samolotu, środków komunikacji miejskiej czy na plażę. Mam na półkach kilka starusienkich egzemplarzy na które dmucham i chucham i wracać do nich uwielbiam. Jara mnie fakt iż na stronach niektórych wciąż widnieją moje bazgroły ołówkowe sprzed kilkunastu lat.

4. „Dzieła sztuki”

Pamiętacie jak na honorowym miejscu w domu rodzice umieszczali nasze laurki i wyklejanki z bibuły? Bądźmy szczerzy – najczęściej były dość szpetne. Teraz sporo z nas umieszcza równie niezdarme twory swoich pociech. Z dumą na lodówce, w ramach na ścianach. Papierowe, z podpisem „Ala lat 4”. Posiadam kilka programów do rysowania na padzie i specjalny rysik, który w zależności od potrzeby służyć może jako ołówek czy pędzel z akwarelą. Czasem sobie tak potworzę, ale moja radosna twórczość od czasów papierowych laurek lepiej czuje się z blokiem formatu A4. Nie potrafię wytłumaczyć czemu tak się dzieje, ale wena częściej nadchodzi gdy leżę na podłodze w otoczeniu mazaków, z wywalonym w skupieniu jęzorem w kąciku ust.

zz3

5. Listy

Piszemy maile i smsy tak często, że gdy mamy siąść i napisać coś odręcznie, robi się tak jakoś niezręcznie. Ostatnie kilkanaście zdań napisaliśmy długopisem na studiach podczas jednych z nielicznych interesujących nas wykładów i od tamtej pory najdłuższy twór był listą zakupów przed pójściem do spożywczaka. A przecież nie ma nic piękniejszego niż papierowy list. W portfelu trzymam wymięty, poplamiony herbatą, 30-letni list mojego taty do mojej mamy, w którym pisze jak się jara z nowo narodzonej córci. How awesome is that?! Mam również listy od koleżanek z wakacji, z młodzieńczymi powierzanymi tajemnicami, zatroskane od mamy i kilka prawdziwych „miłosnych”. Dotąd pamiętam jak dostałam na urodziny od byłej miłości „maila” zwykłą pocztą, zawierającego nabazgrolony list i filmik specjalnie nagrany na płycie. Mam nadzieję, że mimo od stu lat już ponad kulawej Poczty Polskiej, tradycja pisania nie zaniknie. Chciałabym jeszcze takie listy popisać a jeszcze bardziej zostać przez taki zaskoczona.

A jakie są Wasze papierowe przemyślenia? Czego nie zamienilibyście nigdy na cyfrowy odpowiednik?

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zrzut ekranu 2014-02-27 o 20_Fotor
Rozpłaszcz się!

Zamknij