Słodkie chwile „U Zbyszka”

Dzisiejszy wpis jest przeznaczony wyłącznie dla pełnoletnich czytelników! Inspiracją, dość widoczną były takie arcydzieła światowej literatury jak „50 twarzy Greya”, „Moje wypieki i desery” i tęsknota za czasami, które już nigdy nie powrócą, czasami w których metabolizm był lepszy a obsługa w cukierniach przyjaźniejsza. Zapalnikiem – dyskusja w pracy z Magdą zwaną Ireną (w Tłusty Czwartek) na temat deficytu polskich powieści kipiących stylem, dreszczykiem, kaloriami i seksem. Drżąc ze wzruszenia, skromnie oczy spuszczając, przedstawiam Wam pierwszy i jedyny rozdział polskiej powieści gastryczno – erotycznej inspirowanej wspaniałym trzydniowym combo w kalendarzu (Tłusty Czwartek, Piątek Trzynastego, Walentynki). Dziękuję Irenie za przesłanie linka do cukierni „Zbyszek” (zbieżność nazw całkowicie przypadkowa!) i zaszczepienie we mnie potrzeby by to straszliwe dzieło ujrzało światło dzienne.

Słodkie chwile „U Zbyszka”

glazed_donut_largeIrena wracała z pracy żwawym krokiem, oddając się dość pochmurnym myślom. Wczoraj zapomniała o Tłustym Czwartku i zjadła tylko połowę pora i małą kalarepkę, dziś miała straszliwego pecha z okazji Piątku Trzynastego a kumulacja wszelkiego zła świata miała nastąpić już jutro, w samotne Walentynki. Spod wachlarza kruczoczarnych rzęs wymknęła się gorzka, niesforna łza. Irka była piękną kobietą o krągłych kształtach, idąc, niemal roztapiała zamarznięte przez nieludzko mroźny luty kałuże. Równie gorące jak kształty naszej bohaterki, serce, skuwał straszliwy lód. Zaprzątnięta swą rozpaczą potknęła się o wystającą płytę chodnikową i z impetem wpadła na przeszkoloną witrynę sklepu. Zamrugała oszołomiona i nerwowo rozejrzała się dookoła czy ktoś spostrzegł jej upadek. Dookoła zapadał już powoli mrok a ulica okazała się całkowicie pusta, jakby wszyscy pierzchli do swych domów w ucieczce przed potencjalnym pechem.
– „Co za wstyd” – sapnęła – „Czy trzynastopiątkowe upokorzenia nie powinny się kończyć wraz z zachodem słońca?”. Zreflektowała się nagle że wciąż klęczy przy szybie na której zostawiła dość malowniczy odcisk twarzy. W przypływie nagłego rozbawienia nawet nie spostrzegła iż przez szybę obserwuje ją para przenikliwych oczu. Dopiero gdy postać z drugiej strony zapukała w zabrudzoną przez nią taflę, podskoczyła jak rażona z procy. Zebrała spiesznie do torebki swoje rzeczy, które po zderzeniu ze sklepem rozsypały się dookoła i już miała uciekać gdy zadzwonił dzwoneczek otwieranych drzwi. Wgapiając się zawstydzona w chodnik, dostrzegła jedynie męskie przyprószone mąką półbuty.
– „Wszystko w porządku?” – zahuczał zniewalający męski tembr głosu – „Nie sposób było mi nie zauważyć Pani niefortunnego uścisku z witryną mej cukierni”

donutIrena, zaczerwieniona ze wstydu jak soczyste jabłuszko, uniosła oczy na rozmówcę. Wysoki, oszałamiająco przystojny cukiernik stał nad nią na wpół zatroskany, na wpół rozbawiony, opierając ręce na biodrach.
– „Takk, wszystko w porządku, czuję jedynie pewien dyskomfort w obitym policzku, najmocniej przepraszam za nieuwagę” – Zbierając się nerwowo z chodnika, rzuciła coraz bardziej zawstydzona „Miłego wieczoru” i obracając się gwałtownie zaczęła uciekać.
– „Proszę zaczekać! Na taką kontuzję trzeba od razu zastosować okład, pani pozwoli ze mną do środka, nalegam” – Ubrany w olśniewająco biały fartuch mężczyzna był bardzo stanowczy.
Irena stwierdziła nagle, ku swojemu zaskoczeniu, że ma ochotę oddać się w opiekę fachowych męskich dłoni. Dodatkowo, poczuła nagle ssanie w dołku z głodu i pomyślała iż przy okazji zakupi zaległe czwartkowe wypieki, poprawi sobie słodkością dzisiejszy humor, a jeśli kupi odpowiednio dużo – będzie miała zapas by jutro „zajeść” walentynkowe smutki.
– „Dziękuję, chętnie, bardzo pan uprzejmy a przecież niemal roztrzaskałam w drobny mak pana okno” – pisknęła idąc pokornie w stronę wejścia.
Cukiernia „U Zbyszka” przywitała ją upajającym zapachem wanilii, karmelu i czekolady.
– „Witam w mojej małej fabryce słodkości” – niemal zamruczał, nakładając kostki lodu do serwety.

data-donutIrka obserwując jak się zbliża kocim krokiem z okładem, poczuła nagle że ma ogromną ochotę nie tylko na tłuste pączki. Oblewającego ją gorąca nie stłumił nawet lód wprawnie przyłożony do nieco opuchniętego już policzka. Walcząc z nieśmiałością spojrzała na swego wybawcę. Spod gęstej czupryny wpatrywały się w nią przyszpilające oczy o barwie cynamonu, zawadiacki uśmiech wykrzywiał wargi soczyste niczym bułgarskie arbuzy. Wymknęło się jej przeciągłe westchnienie.
– „Boli?” – zapytał cicho
– „Nie, naprawdę ma pan rękę do ratowania obitych niezdar. Jest już niewyobrażalnie lepiej, westchnęłam gdyż od tych oszałamiających zapachów poczułam się strasznie głodna” – zaśmiała się wykrzywiając z niespodziewanego bólu.
– „Na to też będę mógł coś zaradzić” – mrugnął okiem, chwytając ją za dłoń – „Proszę przytrzymać opatrunek, ja w tym czasie postaram się zaspokoić pani apetyt”
Irena przełknęła głośno ślinę.

Podszedł do lśniącego blatu i niczym czarodziej rozpoczął przygotowania. W powietrze poleciała miska, pojawiły się jajka, mleko i cały zastęp innych, nieznanych jej ingredientów. Obserwowała jak Zbyszek niespiesznie ubija delikatną masę swoim wprawnym trzepaczem. Mlask mlask mlask… Irena przymknęła oczy i rozchyliła wargi… Trwała tak przez chwilę w obezwładniającym podnieceniu. Gdy otworzyła oczy dostrzegła, iż cukiernik cały czas łowi swym spojrzeniem jej spojrzenie. Gdy mu się to w końcu udało, uśmiechnął się szeroko i przyspieszył ruchy. Kobieta podniosła się jak pod wpływem czaru i poddając się kompletnie w walce z nieśmiałością podeszła do miski i mieszającego w niej magika.

KK-glazed-donutZ leżącego nieopodal talerza chwyciła pokaźny faworek, wręczyła go Zbyszkowi i zamknęła oczy. Stała tak przez chwilę oddychając coraz szybciej, bijąc się z myślą iż może źle odczytała intencje towarzysza. Wtedy właśnie poczuła wślizgujący się w nabrzmiałe usta imponujący wypiek Zbyszka. Miękki a jednocześnie sprężysty, kruchy a tak twardy. Jęknęła i ugięły się pod nią kolana. Delikatna, dopiero ubita masa, była lekka jak piana, Irena poczuła się nagle jak zupełnie pijana. „Zbyszku…” – wymamrotała krztusząc się okruchami – „Ja zaraz…” Aaaaaaach… Za późno ostrzegła mistrza finezyjnych słodkości. Kremowo lśniąca masa wytrysnęła z jej ust i spłynęła po dekolcie niczym majestatyczna oceaniczna fala.
– „Szkoda by zmarnować” – sapnął, nabrał słodkość na palce i na powrót zaczął ją karmić.
Niemal się dławiąc oddawała się kompulsywnej konsumpcji faworków, precli, bezy, pączków i całej reszty asortymentu. Świat wirował, we włosach miała cukier puder i pudrowe draże, po twarzy płynął morelowy dżem. Słumiła krzyk zanurzając twarz w czereśniowym torcie. Jak w kolorowym śnie zobaczyła jak zbliża się do niej rozrywając ubrudzony czekoladą fartuch. W oczach miał szaleństwo a w ręku lśniące kakaowe ciastko z dziurką i kubek kisielu…

KONIEC ROZDZIAŁU PIERWSZEGO, OSTATNIEGO

Przeczytaj poprzedni słaby erotyk: ” 50 Twarzy Romana” [klik]

  • rrr

    slodkie to ! :)

    • http://www.rebelioshka.pl Dominika

      Smacznego :)

  • Koc Janka

    50 twarzy Greya to może temu zlizać lukier z butów ! ;)

Przeczytaj poprzedni wpis:
love
Najtrudniejszy pierwszy (k)rok!

Zamknij