The Room – Piękna gra logiczna

Nie będzie przesadą, jeśli napiszę że dla takich właśnie gier warto mieć tablet. The Room była pierwszą płatną grą, na którą skusiłam się w appstorze. Nie trafiłam wcześniej na entuzjastyczne recenzje, zaintrygował mnie opis i zdjęcia dające przedsmak dopracowanej grafiki. Zarwałam nockę. Od momentu startu nie robiłam przerw na żarcie, toaletę czy oddychanie częściej niż to niezbędne. Niewiele gier na urządzenia przenośne może moim zdaniem konkurować z produkcjami na konsolę czy peceta. The Room i jego kolejne części dołączyły w moim osobistym top 3 (wraz z Machinarium i serią Broken Sword) gier dotykowych, przy których zapominam o lubowaniu się w dużych ekranach.

afterlightBAFTA Winner, Golden Award – Pocket Gamer, IMGA – People Choice – Excellence in Visuals, App Store best of 2012 to tylko niektóre z nagród, które zgarnęło studio Fireproof Games za pierwszą część The Room. Okrzyknięta fenomenem szybko doczekała się dodatku The Room Epilouge a twórcy ponaglani przez takich fanatyków jak ja, szybko zapowiedzieli część drugą. Wczoraj w nocy grałam w kontynuację – The Room 2 i dziś, wraz z moimi worami pod oczami opiszę po babsku, dlaczego warto zaraz ściągnąć sobie całą serię.

Stworzona dla paluszków

Gdybym Wam napisała że gra polega na otwieraniu pudełek, w których są kolejne pudełka, brzmiałoby to zachęcająco? Nie bardzo. Dlatego nie napiszę, bo sami powinniście się przekonać że minimalizm pozornym jest i stanowi piękną bazę dla wszystkich smaczków. Na przykład zabawy ekranem dotykowym. Użycie myszki i klikania przy rozwiązywaniu zagadek nie sprawiałoby takiej frajdy, jaką mamy przy otwieraniu paluchem wiek i listów, przekręcaniu kluczyków i kodów, układaniu puzzli czy ścieraniu kurzu z napisu. Czekają nas też zagadki, których nie rozwiążemy jeśli nie wpadniemy na to, że trzeba ruszyć nie tyle głową i palcem co całym ekranem.

6

Graficznie magiczna

O czym świadczy fakt, że ze względu na tekstury niesamowitych rozdzielczości, część druga dostępna jest tylko iPady 5 generacji i iPhony 4s i nowsze. Piękna oprawa 3D, mnogość stylowych detali, dopracowane (choć krótkie i drugoplanowe) sekwencje fabularne. Gra światła i niesamowita płynność obrazu są prawdziwą ucztą dla oka każdego estety. Taką grafikę docenią zarówno babeczki jak i rozwydrzeni przez konsolowe cuda na plaźmie 60 cali chłopcy. Screeny które dołączyłam absolutnie nie oddają tego, czego doświadczamy zwiedzając kolejne pokoje z kolejnymi pudełkami.

2

Uwodząca stylową ścieżką dźwiękową

Zazwyczaj pierwszą rzeczą którą robię po odpaleniu gierki na telefonie czy tablecie, jest wyłączenie dźwięku. Może to nawyk ze studenckich czasów, kiedy to się nie chciało brzęczeć chamsko na wykładach, może to dlatego, że drażni mnie 90% podkładów dźwiękowych do appek. Grając w The Room, daję głośność na maksa albo instaluje sobie na uszach słuchawki by nie umknął nawet jeden ton. Pozytywkowe tony, które budują napięcie w horrorach, tu budują klimat. Dochodzi do nich cała paleta szmerów, szeptów, mechanicznych dźwięków, wszystko fantastycznie wkomponowane w fabułę. Pamiętacie metaliczne trzaski z filmu „Cube”? Grajcie w nocy, przy zgaszonym świetle – cudowne ciarki everywhere gwarantowane!

4Mózg gimnastykująca i uzależniająca

Zagadki logiczne w całej serii stanowią naprawdę cudowne wyzwanie. Nie ma się wrażenia (jak przy niektórych grach typu point and click czy hidden object) niedocenienia naszej inteligencji przez autora. Łamigłówki nie są nie do przejścia (mamy do dyspozycji ewoluujący w czasie system podpowiedzi – od enigmatycznych po niemal dosłowne), ale trzeba czasem naprawdę wytężyć mocno łepetynę i oczy by dostrzec ukryty szczegół, bez którego nie ruszymy z miejsca. Poszukiwania, korzystanie ze specjalnego sprzętu optycznego ukazującego niewidzialne dla nagiego oka detale i zapisywanie (jeśli się ma pamięć dobrą ale krótką) w notesiku wzorów i kodów. To wszystko sprawia że mamy prawdziwą gimnastykę dla mózgu i nie chcemy jej przerwać aż do końcowych napisów.

3

Satysfakcjonująco kontynuowana

Wiecie jak to bywa z niektórymi sequelami. Z chęci zarobku, na siłę i bez pomysłu tworzone, zostawiają rozczarowanego typa, który tak czekał na drugą część a teraz zgrzyta zębami że nie skończył na pierwszej. The Room 2 nie jest tego typu przypadkiem. Widać nie tylko uszlachetnienie grafiki względem i tak dopracowanego The Room, dostajemy również bardziej urozmaiconą linię fabularną i mnóstwo zaskakujących, nowych rozwiązań. Podczas grania w serię cały czas jesteśmy zaskakiwani, nie ma przewidywalnych rozwiązań czy powielanych obrazków. Przed zakupem drugiej części, postanowiłam po roku przerwy zagrać najpierw jeszcze raz w „jedynkę” z epilogiem i przyznaję się bez bicia – wcale nie poszło mi szybciej niż za pierwszym razem! Mnogość kombinacji i nieprzewidywalność uniemożliwiają niemal (i jest to cudowne!) „nauczenie się gry na pamięć”.

Czy gra ma jakieś wady? Ano jedną ma i jest to najczęściej w recenzjach wymieniana bolączka. Jest za krótka! Choć z drugiej strony, biorąc pod uwagę fakt, że jak zaczniesz grać, nie możesz skończyć (BO NIE!), to może i nie jest to taka wada. Lepiej zarwać przy gierce całą ale jedną tylko noc niż brać L4 i zmieniać się w domowego trolla na kilka dni. W końcu wiosna! Wiosenne 10/10

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zrzut ekranu 2014-03-12 o 20.18.57
Miliony podglądają pierwszy pocałunek

Zamknij