Zima zła – rozdział drugi

Przeczytaj rozdział pierwszy [klik]

ROZDZIAŁ DRUGI

#ktonałyżwy

W świetle latarni płatki śniegu wirowały w szalonym pląsie, dopiero po dłuższym tańcu opadając oślepiającą kołdrą na alejki parku. „Śnieżny całun“ pomyślała Dominika otwierając drzwi auta. Jadąc przez otulone bielą opustoszałe nocne miasto, odpłynęła w rozmyślaniach. Sama nie wiedziała czy to dobrze że jest tak wstrząśnięta tym, co przed chwilą widziała. Z jednej strony – kimże by się stała wyzbywając się do końca wrażliwości, z drugiej – zajebiście utrudniało jej to pracę. Westchnęła ciężko podkręcając ogrzewanie i mimowolnie uśmiechnęła się na widok zasypanych puchem chodników. Choć zawsze jej ulubioną porą roku było lato, zima zajmowała wyjątkowe miejsce w jej wspomnieniach. Pierwsze okrzyki radości na widok pierwszych płatków śniegu za oknem, wypady z koleżankami na łyżwy, na których nigdy się nie nauczyła jeździć, rozgrzewanie się na przystanku w drodze na studia poprzez obściskiwanie z równie zmarźniętym chłopakiem. Lepienie bałwana… Ktoś nieźle spierdolił jej urocze wspomnienia.

– Dominika, nosz do chuja wafla! Horacy z Kamilem dotarli tu już dwie minuty temu! Którędy jechałaś? Przez Sosnowiec? – pod komendą czekał już dygoczący jednoosobowy orszak powitalny składający się z Marcina – Nawet nie wysiadaj. Mamy kolejne ciało.

„Gubałówka“ była jej ulubionym zimowym miejscem na mapie Szczecina. W mieście niemal leżącym nad morzem ciężko było o równie górskie miejsce. Sztucznie dośnieżany stok z wyciągiem – mekka miejscowych narciarzy i deskarzy, mała chata z grzanym winkiem, stada małoletnich, kolorowych saneczkarzy i rozbrzmiewające dyskotekową muzyką lodowisko dawały mieszkańcom miasta namiastkę tatrzańskiego kurortu. Tym razem jednak wizycie nie towarzyszyła ekscytacja a kurewski niepokój. Wysiedli z auta, zatapiając się niemal po łydki w śniegu.

– Siema Szefie, hej Domi – Adam, który czekał w połowie drogi na lodowisko, był wyraźnie szarozielony na twarzy. – Czegoś takiego jeszcze nie widziałem i nigdy już kurwa nie chcę czegoś takiego oglądać. Słyszałem że to już druga dzisiejszej nocy?

– Tak. Właśnie wracamy z Parku Kasprowicza, też nie była to rozrywkowa przechadzka. Świadek, który znalazł ciało, obrzygał swojego labradora – Marcin otulił się szczelniej czarnym, wełnianym kominem.

Dopiero teraz usłyszała muzykę. – Ok – pomyślała – Musieli włączyć oświetlenie, ale Justin Bieber?

– Tak to wszystko zastaliśmy – Adam uprzedził jej pytanie – Parę minut przed drugą ochrona przyjechała na miejsce, bo zauważyli na monitoringu włączone światło. Oczywiście już sprawdziliśmy – przez pół godziny kamery były zaciemnione, ktoś musiał je zakryć. Panowie z ochrony nic nie zauważyli bo godzinę wcześniej ściągnęli sobie Netflixa. Wiem, kurwa, bez komentarza. Gdy tu w końcu zajrzeli, zastali to, co tu widzicie i słyszycie. Pierdolony festiwal światła i Biebera. Tak jakby widok tej biednej dziewczyny nie był wystarczająco makabryczną niespodzianką.

Ruszyli w trójkę ku tafli. Nie była biała. Lodowisko pokrywała czerwona, ekstrawagancka pajęczyna, na środku której spoczywało ciało, niczym czuwający w bezruchu pająk. Założyli plastikowe ochraniacze na buty i ostrożnie stąpając, podeszli bliżej. Młoda blondynka niemo przywitała ich napisem „cześć“ na zielonej czapce. Rozrzucone w dramatycznej pozie ręce pozbawione były palców, nogi – stóp. Jedną stopę morderca zostawił – ucięta nad kostką, tkwiła wciąż w nałożoną nań białą łyżwę, teraz wbitą w samo serce. Justin Bieber zawył w głośnikach: „Yeah, is it too late now to say sorry? Cause I’m missing more than just your body“

– Niech ktoś to wyłączy! Kurwa! – wrzasnęła Dominika – Z jakim chorym łbem mamy tu do czynienia?! Mimo nieco innego modus operandi, to chyba ten sam koleś co w przypadku dziewczyny z parku.

– Tak – potwierdził ostrożnie Marcin – Możemy tak przyjąć. Kamil wstępnie określił że głowa tamtej została oddzielona od ciała za pomocą ostrego narzędzia z ząbkowaną końcówką. Łyżwa pasuje. Koleś się nie opierdala. Zabójstwa dzieli według wstępnych badań nieco ponad godzina.

– Wracam do biura i działam – Adam ruszył w stronę pokrytej reklamami bandy lodowiska, na odchodnego przekrzykując chodzący zaskakująco głośno po wyłączeniu muzyki agregat chłodniczy – Podejrzewam że jest za wcześnie by ktokolwiek zgłosił zaginięcia ofiar, ale zobaczę czy technicy przywieźli już cokolwiek z pierwszego miejsca.

Spojrzeli ponownie na blondynkę. Jej rozchylone w niemym krzyku usta nie mogły w magiczny sposób szepnąć im żadnej podpowiedzi.

Przeczytaj rozdział trzeci [klik]

skate-273120_1280_Fotor

Przeczytaj poprzedni wpis:
girl-926020_1280
Zima zła – rozdział pierwszy

Zamknij