Zima zła – rozdział siódmy

W poprzednich rozdziałach [czytaj]

ROZDZIAŁ SIÓDMY

#Q&A

Ich twarze dzieliło zaledwie kilka metrów. Siedział spokojnie a jego spojrzenie niespiesznie ślizgało się po tafli weneckiego lustra. Dominika usiadła bezszelestnie mimo tego że nie mógł jej ani widzieć ani słyszeć. Zatrzymał w końcu wzrok dokładnie w tym miejscu gdzie była za szybą. Niemal czuła wwiercający się wzrok na swoim czole. Z jego czarnych niemal oczu ziała tak bezdenna pustka że zadrżała. Podobne uczucie wywoływała w niej jedynie piwnica w rodzinnym domu, do której bała się schodzić po ciemnych schodach. Zimna, głucha i nigdy nie było wiadomo co się kryje w tej szparze pod stopniami.

– Powtórzę raz jeszcze, z zaznaczeniem że po raz ostatni w miarę grzecznie – usłyszała Marcina – jak się nazywasz?
– Grzegorz. Możesz do mnie mówić Grzegorz. Albo Aleksander, to też dobre imię.

Głos miał absolutnie niepasujący do postury. Był potężny, teatralny i obezwładniająco aksamitny. „Powinien być narratorem filmów przyrodniczych lub panem z porannej miło budzącej audycji radiowej” – pomyślała odruchowo. Gdy odezwał się ponownie, zrobiło jej się słabo.

– „Najpierw lubiłem patrzeć na Olę. Była smakowicie nieszczęśliwa. Zostawił ją chłopak i strasznie to przeżywała. Nie ma nic piękniejszego od złamanego życia. To musiała być zdrada, pewnego wieczoru widziałem jak tnie na maciupeńkie paseczki duży męski t-shirt a później, płacząc, próbuje na nowo poskładać z nich całość. Przez moment miałem nadzieję że wbije sobie te duże nożyczki w szyję, ale niestety rzuciła je po chwili w kąt. Ogromna szkoda. Patrzyłem uwiedziony jak schnie z każdym dniem – zapadała się w sobie, głowę i ramiona nosiła coraz niżej, twarz powoli na stałe przyjmowała wyraz skrzywionego lęku i urazy. Kończyła pracę o czwartej, wracała do mieszkania niczym duch, zrzucała od razu z siebie ubranie i nakładała wymemłaną piżamę. Widziałem jak jej mieszkanie zmienia się powoli w wysypisko śmieci, których nigdy nie miała siły sprzątać. Lubiłem wyobrażać sobie ten słodki zapach rozkładających się obierek po owocach, rozrzuconych przy kuchennym zlewie. Czasem siedziała na parapecie patrząc w okno, za którym niedaleko stałem ja, spijając wzrokiem każdą łzę. Czasem leżała po prostu zwinięta w embrion na łóżku, przeglądając stare zdjęcia. Czasem wracała do tych nożyczek, jakby drocząc się ze mną i kiwała się z nimi w objęciach, zbyt słaba by zacząć nowe życie, zbyt słaba by zakończyć stare, zbyt słaba by ze sobą skończyć.”

window-view-1081788_1920_Fotor

Marcin siedział czekając na kontynuację. Widać było że nawet on, człowiek, którego niemal nic nie rusza, poczuł się nieswojo. Wpatrywał się w blat stołu. Dominika z drugiej strony lustra czuła się chora i miała ochotę uciec na świeże powietrze.

– „Wtedy zacząłem obserwować Elę. Och, upajałem się jej smutnym życiem. Sama, z psem. Nigdy nie dowiedziałem się czemu tak rzadko bywała w domu ale podejrzewam że miała poważne zobowiązania. Ponad jej siły. Chodziła ciężko, niemal na ugiętych kolanach, jakby na jej ramionach siedział ciężki dyszący demon i nie chciał zejść by jej ulżyć. Gdy wracała wieczorem, pierwsze co robiła to sprzątała psie gówna z podłogi, z widocznymi wyrzutami sumienia że nie ma kiedy wychodzić z nim na spacery. Później kładła się w łóżku, pies zawsze obok a ja miałem mój ulubiony seans niemego szlochu wstrząsającego jej ciałem aż do 23. Ona z kolei co wieczór brała tabletki i co wieczór z płonną nadzieją zerkałem czy tym razem przestanie się wahać i weźmie w końcu więcej niż powinna. Raz wzięła na dłoń kilka ale spojrzała na swojego kundla i włożyła je z powrotem do opakowania. Tragiczne i niepotrzebne. Przyszedł kolejny dzień i kolejny żałosny wieczór wypełniony niczym. Zaskoczyła mnie strasznie wychodząc nad ranem z domu w dobrym humorze. Było trochę po szóstej a ona skakała przez śnieg jakby noc przyniosła reset jej nieszczęściu. Położyła się na ośnieżonej górce i patrzałem z oddali jak macha w śniegu rękami i nogami. W górę i w dół, w górę i w dół, jakby chciała odlecieć od swojego smutnego życia.”

Policjantka mogłaby przysiąc że szybę za którą siedział zaczyna skuwać warstwa lodu. Odruchowo sprawdziła chuchnięciem powietrza czy rzeczywiście nie spadła w pomieszczeniu temperatura. Mówił o ostatniej, niedoszłej ofierze. Imię kobiety z pierwszej części pełnej obrzydliwego rozmarzenia opowieści nic jej nie mówiło. Zawiesiła na nim wzrok i stwierdziła że bardziej niż Jezusa z portretu pamięciowego Rudej przypomina teraz złego skrzata. Chichotał właśnie jak obłąkany w odpowiedzi na co raz to bardziej agresywnie zadawane pytania przez Marcina. Nawet ich nie słyszała, głowę zaczął jej wypełniać przytłumiony szum.

– „Opowiedzieć panu władzy o jeszcze jednej? Dopiero niedawno zacząłem się jej przyglądać. Ela tak rzadko bywała w domu że czułem niedosyt. Zaintrygowało mnie jej skrzętnie chowane przed światem zepsucie. Niestety nie zdążyłem jeszcze poznać jej imienia ani okupacji. Bywa w domu nieregularnie. Na ścianach, w ramach trzyma zdjęcia z czasów kiedy podróżowała po świecie. Widoczki całkiem ładnie ujęte, wspaniale kontrastują z jej smutną izolacją. W stronę domu zawsze zmierza pewnym krokiem, niemal wojskowym, po przekroczeniu progu zmienia się w żałośnie słabą kukłę. Karmi koty, wącha produkty z lodówki czy nie są zepsute na tyle by nie móc ich zjeść. Patrzy na te zdjęcia ze swoich szczęśliwych, pięknych miejsc a łzy płyną jej po pyzatych policzkach. Nigdzie i nigdy nie wychodzi dla swojej przyjemności, nie przyjmuje gości. Nie wiem jeszcze co jej się przydarzyło ale to wspaniałe jak sama zamknęła się w swojej celi przed światem. Mam nadzieję że jeszcze będę mógł się jej poprzyglądać, może choć ona mnie nie zawiedzie swym szaleństwem. Wie Pan że ma broń? Widziałem, strasznie mnie to podnieciło. Wyobraziłem sobie jak po strzale w skroń krew, kawałki kości czaszki i drobinki mózgu spływają po tej fotografii małej dziewczynki karmiącej albatrosy na plaży.”

Dominika zobaczyła jak Marcin podnosi wzrok znad blatu i patrzy w jej kierunku. Wypadła zataczając się z pokoju. Choć czuła to już od pierwszego zdania, dopiero rechot opisujący jej ulubione zdjęcie na ścianie był niczym policzek. Człowiek w pokoju przesłuchań mówił o niej.

  • R

    poruszajace …

Przeczytaj poprzedni wpis:
wool-731515_1920
Były sobie kryminały: Czwartek i Koc

Zamknij