Zima zła – rozdział szósty

W poprzednich rozdziałach [czytaj]

ROZDZIAŁ SZÓSTY

#cichanoc

Dominika już od pół godziny tkwiła wciśnięta między krzak a parkową ławkę. W skostniałym z zimna uchu zaszumiała słuchawka.
– Myślisz że złapie przynętę? – Adam przebrany za bezdomnego brzęczał butelkami w koszu na śmieci oddalonym o kilkanaście metrów.
– Jestem pewna. Mia na focie wije się do obiektywu jak padalec w gęstych zaroślach, jest w jego typie, są hashtagi, mamy go, zobaczysz – szepnęła
Na dróżce prowadzącej przez zaśnieżony park międzyosiedlowy pojawiła się dziennikarka. Każdy jej krok rozbrzmiewał głośnym skrzypieniem świeżego puchu. Cisza w parku, mimo bliskości ruchliwej ulicy Taczaka aż dudniła w uszach. Skrzyyyyp. Skrzyyyp. Skrzyyp. Dziewczyna zatrzymała się i niepewnie szepnęła pod szalik.
– Domi jesteś tam? Słyszysz mnie?
– Spokojnie – odpowiedziała policjantka – wszyscy jesteśmy tu z tobą. Nie rozglądaj się tylko. Ja siedzę za ławką przy krzakach koło placu zabaw. Ten garbaty żul przy wejściu na wybieg dla psów to Adam. Horacy w pogotowiu w aucie na parkingu a reszta czeka na sygnał w jednym z garaży.
– Naprawdę zaczynam się bać, te latarnie prawie nie dają światła, śnieg mnie zaraz zasypie i obawiam się że koleś zreflektuje że coś jest nie tak. Kto by sam szedł na sanki w taką zamieć o takiej porze?

Było w tym wiele racji ale chwycili się możliwości złapania podejrzanego na gorącym uczynku kurczowo i rozpaczliwie. Skrzyyyp. Skrzyyp. Mia doszła na sam szczyt górki i usiadła na sankach, bawiąc się telefonem. Dominika słyszała teraz tylko głośne bicie swojego serca. Przestała nawet odczuwać przejmujące zimno, wzrok wyostrzył się, przyzwyczajony już do mroku. Nic. Żadnego odgłosu, żadnego ruchu, żadnej podejrzanej sylwetki na parkowych alejkach.
– Adam? Horacy?
– Nic nie mam – zaszumiał w słuchawce Horacy i ziewnął głośno
– Ja mam ale focha. Następnym razem to wy udajecie żula – zachrypiał złowieszczo Adam i znowu nastała cisza.
Mijały kolejne minuty, kolejne kwadranse, napięcie zamiast rosnąć, zaczęło ustępować niebezpiecznej senności. Dominika przyłapała swoje górne i dolne powieki na sukcesywnym zmniejszaniu odległości między sobą.

sled-422144_1920_Fotor

Ciszę rozdarł brzdęk tłuczonego szkła i głośny krzyk. Męski.
Walcząc z odrętwiałym z zimna i bezruchu ciałem rzuciła się w kierunku parkingu, po drodze wskazując Adamowi by dotrzymał towarzystwa dziennikarce, która zastygła z przerażenia stojąc na sankach.
Na miejscu byli już inni i wyciągali z auta oszołomionego Horacego. Usiadł na śniegu. Niemal dwa metry broczącej krwią bezwładności.
– Co tu się stało? – wrzasnęła zdezorientowana
– Nie wiem… Nie wiem… – ranny w czoło policjant mamrotał rozglądając się nieprzytomnie – Chyba zasnąłem, nie wiem na jak długo, obudził mnie cios w łeb. Ktoś mi rozpierdolił przednią szybę. Mocno nie w porządku!

Z szyby ziała okrągła dziura, do środka auta niespiesznie wdzierał się wciąż sypiący śnieg. Zajrzała do środka. Porozrzucane opakowania po jedzonych na zimno burgerach z biedronki, kubki po kawie, szkło i solidna ilość krwi z rozciętego łuku brwiowego.
– Nie martw się, pozszywają cię a blizna będzie wyglądała jak po kozackim kolczyku w brwi, który pewnie zawsze chciałeś sobie machnąć. Co to było? Kamień? – zapytała już bardziej samą siebie, delikatnie badając już w rękawiczkach wnętrze samochodu.
Śnieżka. Leżała pod siedzeniem kierowcy lśniąc panierką ze szkła, krwi i wody z topniejącego śniegu. Przypatrywała się jej chwilę skonsternowana, ostrożnie chwyciła w dwa palce i schowała do plastikowej torby. 
– Słyszałaś?! – Dominika usłyszała krzyk dziennikarki powstrzymywanej przez policjantów przed podejściem bliżej.
– Co?
– Mój informator właśnie do mnie zadzwonił że wiozą na posterunek waszego typa!
„To by tłumaczyło czemu się tu nie zjawił” – pomyślała biegnąc do samochodu. Po drodze mijała biegających w kółko policjantów, próbujących dojrzeć w zamieci napastnika od śnieżki. „Tylko kto w takim razie zaatakował Horacego i dlaczego?” – wcisnęła gaz i ruszyła w stronę posterunku.

– Prezent! – z marszu rzuciła Kamilowi plastikową torebkę ze śnieżką
– Co to?
– A na co wygląda? Piękny egzemplarz śnieżki. Dzięki niemal identycznej miałam złamany nochal w podstawówce. Widzę że też dopiero dotarłeś ale weź to proszę od razu zbadaj. Technicy przywiozą zaraz do laboratorium resztę. Oberwał Horacy ale jeszcze nie wiemy czy jest to związane ze sprawą – westchnęła ciężko – Generalnie cała akcja okazałą się totalnym niewypałem, nie pytaj.
Wyszukała wzrokiem Marcina. Szedł z marsową miną niespiesznie w stronę pokoju przesłuchań.

Przed nim, w kajdankach szedł Jezus Chrystus z portretu pamięciowego Rudej. Niewysoki, wiotki, o twarzy smutnego świętego… Zamarła nie mogąc oderwać wzroku. Podejrzany, jakby czując iż się w niego wpatruje przystanął i oddał spojrzenie. Z czarnych oczu wyzierała mrożąca krew w żyłach bezdenna pustka.

c.d.n umil sobie czas oczekiwania ankietą Rebelioshki [klik]

Przeczytaj poprzedni wpis:
sensual-239447_1920
Cheerleaderki, feministki i pupa Mameda

Zamknij