Zima zła – rozdział trzeci

Rozdział pierwszy [klik] Rozdział drugi [klik]

ROZDZIAŁ TRZECI

#100pytań

Gwar rozsadzał niemal szyby. Mimo widocznego piętna nieprzespanej nocy na wymęczonych twarzach, nie brakowało zapału do coraz to nowych zajadłych dyskusji. Wszyscy zebrali się w głównej sali.
– Sytuacja napięta jak plandeka na żuku – stwierdził Horacy siorbiąc refleksyjnie kolejną kawę z gigantycznego kubka. Wszedł Kamil z czerwonym nosem, rozpiął pod szyją biały kitel patologa i ciężko klapnął na obrotowy fotel.
– Niech tylko ktoś mi spróbuje powiedzieć że wymarzł tej nocy bardziej ode mnie, to jebnę za takie żarciki. Dopiero odszedłem od stołu. Dowieźli resztę ciał ofiar, psy wyniuchały w zaspach. Korpus, dziesięć paluchów i stopę. Nigdy nie dostałem gorszych puzzli.
– Zastanawialiście się kiedyś jak by to było gdybyśmy mieli inną pracę? – Dominika wypuściła nosem gigantyczną chmurę dymu z elektronicznego papierosa – Siedzielibyśmy sobie na przykład w jakimś ładnym, nowym biurowcu i robili startupy. Ja bym ogarniała facebooki i was znosiła, wydziarany CEO Marcin darłby na nas japę że nic nie robimy, Kamil zamiast w kostnicy piłby nad fakturami a Horac z Adamem ścigaliby się korytarzami na tych fikuśnych elektronicznych deskach.
Wybuchnęli śmiechem, Horacy zakrztusił się kawą – O tak! Nosiłbym długaśne dredy i chujowe swetry a hobbystycznie napierdalałbym na perkusji!
– Żadnych trupów rozczłonkowanych łyżwą? – Adam wywrócił oczami wzdychając – Straszne nudy!

– Atencja, moje śmieszki, wybaczcie że wam się wtrącę z parą zwłok w pogaduchy ale proszę o chwilę skupienia – Marcin pojawił się niepostrzeżenie – Właśnie rozmawiałem z Agatą, która jako nasz rzecznik prasowy będzie miała już za kilka godzin naprawdę przejebane. Prasa zwali się tutaj już o szóstej, by zdążyć poczęstować miasto pięknymi nagłówkami do porannej kawy. Jakieś pomysły jak będą brzmiały?
– Obstawiam „Lawina mordu przeszła przez Szczecin”, „Cicha noc” albo „Miasto mrozu i grozy” – z emfazą podrzuciła Dominika
– Ja pierdolę… Naprawdę fantastycznie że masz już pracę, bo z pisania byś nie wyżyła. Nie, będą pierwsze strony krzyczące „Policja nie ma żadnych podejrzanych” i „Policja nie ma pojęcia czy łączyło coś ofiary”. Dzięki psom mamy już dwa kompletne ciała i – uwaga – znamy w końcu tożsamość tych kobiet. Spierdalać mi stąd i brać się do roboty, musimy mieć cokolwiek do powiedzenia tym hienom.

Dwie młode dziewczyny 29 i 28 lat. Ania i Kasia. Pierwsza pracowała w butiku w centrum handlowym, druga w małej agencji reklamowej. Obie ładne, ale tylko jedna towarzyska. Długoletnia singielka i zaręczona z kilkuletnim stażem związku. „Co was łączy? Dlaczego akurat was wybrał?” – Dominika nachylała się nad aktami z ekspresowo przeprowadzonym przez Adama wywiadem środowiskowym i czuła kiełkującą frustrację. Ofiary nie miały wspólnych znajomych, mieszkały w oddalonych od siebie dzielnicach, nie uczęszczały do tych samych klubów sportowych i tylko jedna z nich była bywalczynią imprez na mieście. „Nie mogłybyście się bardziej od siebie różnić. Może wybrał Was przypadkiem?”. Szybko odrzuciła jednak tę myśl. Musiał wiedzieć gdzie znaleźć je o tak późnej porze, każda wyszła z domu dobrowolnie i a jedna nawet w doskonałym humorze.

Wstała i ruszyła w stronę mroźnego królestwa Kamila. Niedźwiedź siedział oparty o sekcyjny stół, spoglądał nieobecnym wzrokiem w stronę wpatrującej się w jego stronę, postawionej na sąsiednim stole głowy i jadł sałatkę z kurczakiem.
– Widzę że w końcu nie jesz sam
– Pani Ania w przeciwieństwie do was nie ocenia, nie śmieszkuje. Jak u ciebie?
– Też fajnie. Gadam już nie tylko do moich kotów ale i do trupów w aktach. Powiedz że znalazłeś cokolwiek co pomoże nam znaleźć tą amebę.
– Niestety. Pogoda sprawia że nawet spierdoliny nie zapominają o rękawiczkach. Zero odcisków. Wszystkie rany, tak jak wstępnie oceniłem, zostały zadane zajebiście naostrzoną łyżwą przez praworęcznego. Ofiara z Parku Kasprowicza broniła się, ciało znalezione w zaspie było nieźle poturbowane. Obie zginęły na krótko przed znalezieniem. Śmierć z wykrwawienia. Temperatura za oknem nieco utrudniła mi doprecyzowanie, ale wiemy dokładnie o której wyszły z domów – Kamil popił sałatkę łychą, umiejętnie ukrytą w papierowej torebce z McDonalda – Nic więcej ci nie powiem. Chcesz kawałek bagietki?
– Nie, jakoś nie bardzo. Czy to ta z lodówki? Bo leżała tam dobry miesiąc. Nie dawaj jej Ani – zamknęła teczkę i zerknęła na godzinę w telefonie – Czas zacząć.

Dominika obserwowała kłębiący się przed wejściem tłum niezdrowo podekscytowanych dziennikarzy i podziwiała zachowującą pełny spokój Agatę. Rzeczniczka komendy o anielskiej aparycji odpowiadała na pytania, nie uginając się przed coraz większą ich zgryźliwością. „Na tą chwilę to wszystko co możemy państwu powiedzieć. Liczymy iż wykażą się państwo zrozumieniem, dla dobra śledztwa” – zakończyła po dziesięciu minutach i grzecznie pożegnała. Stanowczą uprzejmość zastąpiła marsowa mina.
– Uff… Nie widzę tego dobrze. Liczenie na ich zrozumienie? Czy choć raz się nie przeliczyliśmy?
– Wykonują swoją robotę, tak jak my i dokładnie tak jak oni zawsze będą nas irytować, tak oni za chuja nigdy nie uwierzą że robimy wszystko jak trzeba – Dominika poklepała Agatę po ramieniu i skierowała się w stronę biurka.

– Serio nie wiecie co może łączyć ofiary oprócz zbliżonego wieku i tych statusów na facebooku? – zaczepne pytanie spod drzwi poniosło się echem. Pod drzwiami stała Mia, znajoma Dominiki, pisząca dla Szczecin Live.
– Co powiedziałaś?!
– Hej Domi, zobacz jak się przemyciłam, haha! Kiedy wpadasz na scrabble?
– Hej, skup się, jaki facebook?
Reporterka zdziwiona nieświadomością koleżanki wyjaśniła co miała na myśli.

– Marcin chodź tutaj! Musisz to usłyszeć!

Czytam rozdział czwarty! [klik]

 man-791440_1280_Fotor

Przeczytaj poprzedni wpis:
skate-273120_1280_Fotor
Zima zła – rozdział drugi

Zamknij