#życie „Pająk”

Ta historia wydarzyła się naprawdę. Przed chwilą.
Umęczona gimnastyką (przepoczwarzanie się na lato tak bardzo boli) wskakuję radośnie pod prysznic. Oczywiście dopiero w momencie gdy cała głowa tonie mi już w pianie, kątem oka zauważam JEGO. Wielkiego pająka pod moim prysznicem, na moim suficie, nad moją głową. Drę japę, ale pragnienie prania z namaczaniem kojącego mięśnie wygrywa, jestem przecież, kurwa, dorosła, przetrzymam niespodziewanego zboka. Niestety ośmionożne straszydło decyduje się na rozedrgany spacer w moim kierunku! „Osz ty mendo!” – myślę sobie, chwytam największe opakowanie pielęgnacyjnego detergentu i zamierzam się na wroga z obłędem w oczach.

I wtedy, jerzusmaria, przypominam sobie jak przyjaciółka Maja zawsze z łezkami w okach gani mnie za me mordercze zapędy (dziewczyna ma słabość do pająków, karaluchów i podobnie jak ja – słabych typów, wszystkie wymienione musi ratować) i poleca by zamiast zabijać, uratować miotełką. Postanawiam być więc bohaterką we własnej kawalerce i na golasa, niemal wybijając sobie zęby na mokrej podłodze, bieżę po miotełkę. Wracam do dziada, podaję mu miotełkę, on na nią wskakuje i wtedy jakby w zwolnionym tempie podnosi na mnie wzrok. Patrzy. I hop, popełnia samobójstwo skacząc do odpływu.
Koniec historii, jest mi przykro.

Przeczytaj poprzedni wpis:
window-view-1081788_1920_Fotor
Zima zła – rozdział siódmy

Zamknij